poniedziałek, 7 lipca 2014

Nowa kadra GM PZA

Zuzanna Banaś, Wrocławski Klub Wysokogórski.
Na co dzień studiuje na Politechnice Wrocławskiej. Niepoprawna optymistka, wspina się od 2009, w górach od 2011. Wcześniej próbowała różnych aktywności, m.in. trenowała siatkówkę, skończyła  szkołę przetrwania SAS. Na panelu czuje się jak w domu, jednak każdą wolną chwilę chciałaby spędzić w górach. Jej marzeniem jest pokonywanie trudnych dróg w stylu alpejskim. Ciągle próbuje się przekonać do wspinaczki zimowej (przejścia w Kotłach i Tarach ). W skałach pokonuje trudności do 7c, wspinała się w Tatrach, Alpach, swoich sił próbowała także na Kaukazie. Poza wspinaniem wolne chwile spędza na skiturach, slackline, oraz czasem zajrzy do jakiejś jaskini.


Michał Czech, KS Korona
Lat 18, wspina się od 2010 roku, kiedy to zrobił kurs skałkowy. Do tej pory wspinał się głównie na Jurze (gdzie jest autorem kilku nowych dróg) oraz w Tatrach po drogach sportowych i tradycyjnych. Jest osobą aktywną, nie lubi nudy i rutyny, każdy rodzaj wspinania sprawia mu ogromną frajdę. W przyszłości chciałby być wszechstronnym wspinaczem, spełniać marzenia i poznawać ciekawych ludzi. Tegoroczny maturzysta, planuje podjąć studia techniczne w Krakowie.


Krzysztof Kończakowski, Klub Wysokogórski Katowice
Rocznik 1993, alpinista i student medycyny. Wspina się w górach od 10 roku życia, po ojcu. Autor nowych dróg w Tatrach, powtórzył wiele klasyków, zwłaszcza po ‘słowackiej stronie’. Przeżył lawinę na Mount Maudit w wieku 12 lat, parę lat później omal nie udusił się na Etnie w chmurze gazów wulkanicznych, czy też nie utopił podczas potopu, jaki złapał jego zespół na Zachodniej Ścianie Łomnicy. Na co dzień panel, skały, drytooling, trad i sporty tlenowe. Oprócz wspinaczki – skitury i zjazdówki, rajdy ekstremalne, piłka. Górskie marzenia to zdobywanie tego, co jeszcze niezdobyte i wspinanie tak, by dożyć starości, zdążyć się nim nacieszyć i kiedyś nauczyć się robić to dobrze.


Karol Legaszewski, Klub Wysokogórski Gliwice
Student informatyki na Politechnice Śląskiej. Z górami związany od zawsze - najpierw jako narciarz i turysta, a od 2011 roku jako taternik. Pomimo krótkiego stażu wspinał się w wielu rejonach górskich Europy. W alpinizmie pociąga go przygoda i nieznane, ceni sobie sprawdzonego partnera wspinaczki oraz dobrą kawę. W ścianie nie rozstaje się z aparatem jednocześnie dbając by nie stał się on członkiem zespołu. Za największe dotychczasowe osiągnięcie uważa jednodniowe przejście Via dell Ideale (Marmolada) oraz Grani Kuffnera (Mt Blanc). W przyszłości zdecydowanie chciałby realizować się w górach wysokich na wymagających drogach w stylu alpejskim.


Marek Legaszewski, Klub Wysokogórski Gliwice
Sport nadaje mu rytm w życiu. Od małego jeździł na nartach. Później  grał w tenisa, uprawiał szermierkę, pływał na surfie  i jeździł na rowerze. Wszystkie treningi sportowe do roku 2011, kiedy to zaczął się wspinać, okazały się przydatne. W końcu trzeba mieć jakąś formę żeby dać ze szmaty. Kurs wspinaczki skalnej u jednego z najlepszych trenerów w Polsce przyczynił się do zrobienia VI.3+ w drugim sezonie skałkowym. Ciągła rywalizacja i docinki w domu między braćmi doprowadziły Marka do odkrycia gór i przebycia kursu taternickiego. Karola natomiast do częstszych wizyt na bulderze. Marek wspinanie traktuje jako reset od codzienności. Pokonując trudne drogi uświadamia sobie „trudność” codziennych zadań które przysparza mu program Matury Międzynarodowej  w I LO w Gliwicach. Ze szmaty wciąż nie daje ;)


Katarzyna Makasewicz, Akademicki Klub Górski w Łodzi
Łodzianka, wspina się od 2011 roku, jak dotąd głównie sportowo. W tym czasie udało jej się odwiedzić wiele rejonów skałkowych Europy, między innymi Ceuse, Saint Leger, Frankenjurę, El Chorro, Margalef, Siuranę, Sadernes, Zillertal, Montserrat i kilka innych, z których najbardziej do gustu przypadł jej Labak. Na razie prowadzi drogi do francuskiego 7b, systematycznie sięgając coraz wyżej. Z pokorą i entuzjazmem patrzy w przyszłość, gdzie czekają trudne wyzwania alpinistyczne. W wolnym od wspinania czasie studiuje nanotechnologię na Politechnice Łódzkiej (uczelni bardzo przyjaznej dla wspinaczy) oraz praktykuje ashtanga jogę.




Paweł Migas, Świętokrzyski Klub Alpinistyczny
Urodzony w 1995 roku, pochodzi z Kielc. Swoją przygodę ze wspinaniem zaczął w 2012 roku. Na co dzień próbuje się uczyć w technikum o profilu informatycznym. Górami zainteresował się w gimnazjum, potem przyszedł czas na wspinanie. Najbardziej lubi wspinanie w górach oraz na własnej asekuracji. Na co dzień można go spotkać w podkieleckich skałkach oraz na pięknych tatrzańskich ścianach.
   






Wojciech Szulc, Klub Wysokogórski Gliwice
Wspinanie rozpoczął, jako nastolatek na małej lokalnej ściance w podgliwickich Pyskowicach. Członek KW Gliwice i student Automatyki i Robotyki wydziału Mechanicznego Technologicznego na Politechnice Śląskiej. We wspinaniu najbardziej kocha proces obierania i dążenia do celu oraz ludzi, którzy mu towarzyszą. Wspinał się w Słowenii, Czechach, Niemczech, jednak większość skalnych przechwytów wykonał na jurze. Od zeszłego roku szuka swojego miejsca również w Tatrach i coraz chętniej podejmuje nowe wspinaczkowe wyzwania.




Wojciech Taranowski, Klub Wysokogórski w Toruniu
Mieszka w Bydgoszczy, gdzie studiuje medycynę na Collegium Medicum UMK. Góry towarzyszą mu od najmłodszych lat.  Do wspinania zainspirowało go piękno tatrzańskich turni. Początek swojej aktywności wspinaczkowej datuje na 2011 rok, w którym to po ukończeniu kursu skałkowego zaczął stopniowo realizować swoje górskie marzenia. Do tej pory wspinał się w Tatrach i Dolomitach. Można z nim rywalizować  na trasach biegowych i rajdach długodystansowych, w przyszłości także na odcinkach ultra. Jest ciekawy świata. Interesują go podróże, aktywnie spędza każdy wolny czas. W fotelu siedzi tylko z dobrą książką. Obecność w Grupie Młodzieżowej Polskiego Związku Alpinizmu to dla niego duże wyróżnienie i jednocześnie szansa na wspólne realizowanie wysokogórskich przygód.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Tydzień w Szkocji

Wyjazd na zimowe wspinanie do Szkocji chodził mi po głowie przynajmniej od roku. Plan ten udało mi się zrealizować biorąc udział w International Climbing Meet, organizowanym co dwa lata przez British Mountaineering Council.
Ciągłe opady deszczu lub śniegu, niemal nieustanny wiatr i długie podejścia sprawiają, że wspinanie w Szkocji wymaga dużego spręża i samozaparcia. W zamian dostajemy dużą porcję satysfakcji po pokonaniu nawet najłatwiejszej drogi. 
Dziękuję Harry'emu i Andy'emu na wspólne wspinanie, PZA za wsparcie mojego wyjazdu, BMC za zorganizowanie niesamowitej imprezy, firmie Monkey's Grip za świetne rękawice do zimowego wspinania oraz Rzeszowskiej Kuźni Szpeju za jak zwykle niezawodne akcesoria do zimowych wspinaczek. 

piotr sułowski

Podczas prowadzeniu trzeciego wyciągu Sundance (VIII,8) w Beinn Eighe. Była to zdecydowanie najładniejsza droga, jaką udało mi się przejść w Szkocji. Fot. Andy Inglis
Na drodze Genesis (VII,7) w Beinn Bhan. Wspinanie w Szkocji jest podobne do tego dobrze nam znanego - tatrzańskiego, z wyjątkiem lodu, którego tam jest zdecydowanie więcej.  Fot. Andy Inglis
Na drugim wyciągu Unicorn (VIII,8) w Glen Coe. Jest to droga z filmiku Petzla, na którym Francuzi ochrzcili ją nazwą "Dihedral of Death". Powtórzenie tej 3 wyciągowej drogi (2 wyciągi trudności) zajęło nam ok. 7 godzin. Fot. Harry Holmes.
Harry na pierwszym wyciągu drogi Unicorn.  Fot. P. Sułowski
W Szkocji czasem świeci słońce! Fot. P. Sułowski
Można powiedzieć, że góry w Szkocji to takie Bieszczady, gdzie czasem można natknąć się na stare klify. Fot. P. Sułowski 

wtorek, 17 grudnia 2013

Taghia, wrzesień 2013

     We wrześniu br. wraz z Michałem Mischą Brożyną (KS Korona) wspinałem się w rejonie Taghia (w języku berberyjskim słowo to oznacza "wąwóz"),  w górach Atlasu Wysokiego. Rejon ten obfituje w wapienne ściany z bardzo dobrym tarciem, a długości dróg wynoszą od około 200 do 800 metrów. Trudności dróg mieszczą się w przedziale od mniej więcej 6a do 8a. Znaleźć można także sektory skałkowe. Oprócz ospitowanych dróg jest spora możliwość wspinania z własną asekuracją (na większości z nich wymagane są haki), co powinno stanowić nie lada gratkę, dla miłośników wspinania w zakazanej części Tatr. Niezbędne informacje dostępne są w internecie, ponadto Christian Ravier wydał przewodnik w (o ile się nie mylę) 2006 roku, niestety tylko w języku francuskim, ale na szczęście dla dzisiejszego pokolenia łojarzy dominuje w nim język obrazkowy. O samym wspinaniu nie będę pisał, czy jest ktoś, kto lubi czytać o tym jak ktoś jadł jakieś pyszności (np. mazurka świątecznego)? Jakże byłoby to nudne! Jakaż byłaby to strata czasu! Czyż nie jest tak samo z opisami czyichś wspinaczek lub jedzenia (wedle preferencji)? Po co takie popełnione „dzieła” czytać? Czyż nie lepiej samemu spróbować? Taghię wspinaczkowo bardzo, ale to bardzo polecam, spróbujcie! Co do tamtejszego jedzenia to należy jadać tylko gotowane, inaczej nudności są gwarantowane...

Wykaz naszych przejść:                                                               
Paroi des Sources - Fat Guides 7b+ 220 m PP
Paroi des Surces - Susurro Bereber 7b+ 285 m PP
Oujdad - Baraka 7b 685 m PP
Oujdad - Los Ratones Coloraos 6c+ (jedno miesce 7b RP) 400 m
Paroi des Sources - Le Reve D’ Aicha 6a+ 255 m OS
Timghazine - Canyon Apache 6c+ 280 m OS

                                
Dziękuję Polskiemu Związkowi Alpinizmu za udzielone nam wsparcie finansowe.


 Krzysztof Korn (KW Zakopane)

Wioska Taghia widziana ze ściany. Fot. M. Brożyna

Prawie jak na Orlej... Fot. M. Brożyna

Z prawej Oujdad, w środku Taoujdad, z lewej masyw Thimgazine zakczony ścianą Paroi des Sources. Fot. M. Brożyna

Mischa na Sussuro Bereber. Fot. K. Korn

czwartek, 7 listopada 2013

Z kamerą wśród szopów

Ostatni wieczór na Camp 4 to idealny moment by rozpocząć relację z wyjazdu czwórki z GM do Stanów Zjednoczonych.


Uczestnicy wyjazdu: Sułowski, Korn, Dejnarowicz, Szlagowski

Kiedy staliśmy na kolejnych terminalach w drodze za ocean, radość i podekscytowanie na naszych twarzach przygasało na myśl o zamkniętych parkach narodowych. Nie przypuszczaliśmy, że kiedykolwiek polityka Stanów Zjednoczonych będzie rzutowała na nasze wspinanie! Przeróżne dystanse biegowe przy przesiadkach w swoich śpiących następstwach przeniosły nas do kraju granitowych rys. Czas oczekiwania na zakończenie Goverment Shoutdown’u postanowiliśmy przeznaczyć na odwiedzenie kilku rejonów wspinaczkowych polecanych przez lokalsów. Tak oto trafiliśmy do Calaveras Big Trees. Dno doliny przywitało nas zachodem słońca, ciszą i całkowitym odcięciem od cywilizacji. W dodatku przez pierwsze dni byliśmy w dolinie jedynymi wspinaczami, a jedyni ludzie których czasem dało się spotkać to pracownicy tamy w górze doliny. Pierwsze dni to ogólny rekonesans i ogląd ścian,  które stanowiły dla nas potencjalne cele w dolinie – Calaveras Dome i Hammer Dome.  

Silk Road, Calaveras Dome. Fot. P.Sułowski

Calaveras Dome to najprawdziwszy Nordwand - jak ujął to Krzyś Korn, duża szaro-czarna granitowa północna ściana z drogami sięgającymi  450 metrów długości. Hammer Dome to mniejsza ściana o południowej wystawie po przeciwnej stronie doliny. Drogi wpisały się na stałe w nasze wspinaczkowe wspomnienia jako jedne z najpiękniejszych po jakich kiedykolwiek przyszło nam się wspinać. Na pierwszej pozycji jednogłośnie umieszczamy  Wall of the Worlds. Droga biegnąca północną ścianą Calaveras Dome oferuje dwanaście wyciągów różnorodnego wspinania z niesamowitym balansowaniem po "wargach" i knobsach (jakby niewielkich grzybach skalnych) na ostatnich wyciągach gdzie literka „R” przy wycenie dodawała wspinaniu charakteru.

Ostatnie wyciągi Wall of the Worlds. Fot. P.Sułowski

Po pięciu intensywnych dniach w Calaveras postanowiliśmy przenieść  się w okolice Tahoe Lake. Ostatecznie, pomimo sprzecznych opinii o najciekawszym rejonie znaleźliśmy się w Lover’s Leap.  Już pierwszy widok głównej ściany zwiastował, że nasza decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, a pierwsze przewspinane metry jedynie to potwierdziły.  Podczas drugiego dnia w tym wspinaczkowym eldorado Goverment Shoutdown został zakończony. Szybkie pakowanie i już jesteśmy w drodze do Doliny Yosemite.

Jednowyciągowe wspinanie w Lover's Leap. Fot. B.Sobańska

Hospital Corner, Lover's Leap. Fot. P.Sułowski

Wspinaliśmy się już w wielu miejscach. Widzieliśmy już też kilka dużych ścian. Spodziewaliśmy się, że El Cap będzie duży ale rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania. El Capitan jest po prostu przerażająco OGROMNY!  Pierwsza droga na którą wybraliśmy się w Dolinie – Nutcracker – trochę ostudziła nasze emocje. Nie spodziewaliśmy się, że istnieje droga bardziej wyślizgana niż Łaziki w Bolechowicach. A jednak! Poszukiwania kawałka graniu z tarciem skierowały nas na najłatwiejszą drogę na El Capie – piętnastowyciągowy East Buttress. I tutaj kolejne zdziwienie – jednak istnieje droga jeszcze bardziej wyślizgana niż wspomniany wcześniej Nutcracker.  Wspólnie ochrzciliśmy tę linie jako Return to Bolecho lub Korosad – podobnie jak w przypadku Korosadowicza na Kazalnicy, nie wiadomo czy po przejściu East Buttress można sobie zaliczyć El Capa. W związku z tym decydujemy zmierzyć się z linią idealną i najbardziej znaną drogą na ścianie – The Nose.

Pierwsze wyciągi na Nosie. Fot. S.Szlagowski

Po dwudniowych przygotowaniach o 6.00 rano lądujemy u podstawy ściany. Plan początkowo zakładał dwa dni wspinania jednak kilkugodzinne `stanie w kolejce`  za zespołem wspinającym się przed nami, którego nie dało się ominąć przedłużył naszą wspinaczkę ostatecznie o jeden dzień.  Na szczycie El Capitana zarządziliśmy ostatni biwak, by następnego dnia razem ze wschodem słońca wrócić na Camp4. Kolejnego dnia w dolinie zapanowała zima. W ciągu zaledwie godziny nasz namiot przykryła dziesięciocenymetrowa warstwa śniegu. Dzień odpoczynkowy zamienił się w suszenie dobytku i leczenie przeziębienia. W końcu przestało padać, ściany zaczęły wysychać i znów wyszło słońce. Trzeba było się wspinać :) Tym razem postanowiliśmy poświęcić jeden dzień na jednowyciągowe polecane klasyki.

Ostatnie pakowanie. Fot. P.Sułowski
Pierwsze wahadło. Fot. P.Sułowski

Krzysztof Korn i jego Świnia. Fot. P.Sułowski

Fot. M.Dejnarowicz

Małpowanie w ścianie. Fot. P.Sułowski
Średnio komfortowy drugi biwak. Fot. P.Sułowski

Nasz biwaczek i Nos. Fot. P.Sułowski

Great Roof. Fot. S.Szlagowski

Zdjęcie zrobione z łąki pod ściana. Start w Changing Corners. Fot. B.Sobańska.

Ostatnie wspinaczkowe metry przypadły Serenity Crack razem z Sons of Yesterday  (jedne z najładniejszych dróg jakie udało nam się zrobić w dolinie), oraz na wspinanie na kilku krótszych drogach tj.  Grant`s Crak, Aid Route, Lenas`s Lieback oraz kilka innych w rejonie Sunnyside Bench.
W taki właśnie sposób upłynął nasz czas w Dolinie, czas intensywnego wspinania  a przede wszystkim nauki  i zbierania doświadczeń w świecie big wall’ u.
Dolina Yosemite to oczywiście nie tylko wyślizgane licznymi przejściami wyciągi, namiotowa asceza i wszędobylskie futrzaste złodziejstwo jedzenia :) Dla nas to przede wszystkim niesamowite metry granitowego wspinania, zasłyszane historie wcielone w codzienność, hakówka bez istotnych kości, pierwsze wahadła, niekończące się schematy, praca w zespole, życie w ścianie, ogrom nowych doświadczeń i mnóstwo niesamowitych przeżyć. Mamy nadzieję, że ich część udało nam się opisać słowami.

Czwórka z GM.
Dziękujemy! Fot. B. Sobańska

Warto wspomnieć, że Basia Sobańska, która przez miesiąc dzieliła z nami trudy podróży, podczas wyjazdu, jako pierwsza polka przeszła Lost Arrow Spire Highline.



Wyjazd odbył dzięki wsparciu finansowym Fundacji Wspierania Alpinizmu im. Jerzego Kukuczki oraz Polskiego Związku Alpinizmu. Ponadto wsparcia indywidualnie udzielili: Namaste CAMP Polska, KW Zakopane, Skalnik Jelenia Góra, Grupa Karkonoska GOPR, Montano oraz Rzeszowska Kuźnia Szpeju.

Oprócz tego chcielibyśmy podziękować naszym przyjaciołom, którzy wsparli nas sprzętowo: Rutkowi, Sokołowi, Łysemu, Siwemu oraz Ilonie.
Na koniec chcielibyśmy bardzo podziękować Ciesiole i Siwemu za motywacje i doping, a także Jeffowi - przewodnikowi z Oakland, którego usługi serdecznie polecamy!

A na koniec pozdrowienia od Szefa Szajki Szopów z Szan Fran! Fot. B. Sobańska
Wykaz dróg wielowyciagowych (3 wyciągi lub więcej) w różnych konfiguracjach zespołów:
1. Gemini Crack, Hammer Domer, 5.10b 150m OS
2. Silk Road + High Life, Calaveras Dome, 5.11 330m RP
3. Wall od the Worlds, Calavera Dome, 5.10c 300m OS
4. Wings and Stings, Hammer Dome, 5.7 120m OS
5.  Magnum Force + Hospital Corner, West Wall of Lover's Leap, 5.10b 130m OS
6. Traveler Buttress, West Wall od Lover's Leap, 5.9 (offwidth) 180m OS
7. Surrealistic Pillar, Lower Buttress, 5.10a 110m OS
8. Nutcracker, Manule Pile Buttress, 5.8 180m OS
9. East Buttress, El Capitan, 5.10b 450m OS 5:30h
10. The Nose, El Capitan, 5.9 C2 900m, 3 dni
11. Serenity Crack + Sons of Yesterday, Royal Arches Area, 5.10d 300m OS, 3:50h

Oprócz tego pokonano ok. 30 dróg jedno i dwuwyciągowych.